04/11/2015

Secesyjny thriller Przybylskiego / Mariusz Przybylski AW15/16

Dwudziesty-dziewiąty października, godzina dwudziesta trzydzieści. Chłodny, czwartkowy wieczór, poprzedzony momentalnym zajściem słońca wczesną, popołudniową porą. Markotne ulice Warszawy przecinają taksówki wiozące swoich pasażerów prosto pod oszklone wejście monumentalnej Hali Expo XXI. Zgodnie z od lat przyjętym porządkiem, goście, punktualnie lub nie, bez pośpiechu zmierzają na miejsce pokazu Mariusza Przybylskiego, prozaicznie dopalając swoje papierosy.


instagram.com/nikolafedak

Z niewielkim (jak na tak prestiżowe wydarzenie) opóźnieniem, po starannym ulokowaniu rozentuzjazmowanych przybyłych wzdłuż trzech boków prostokątnego wybiegu, oświetlenie przygasa, a melodyjny głos Kasi Sokołowskiej streszcza pokrótce co będzie nam dane zobaczyć w przeciągu najbliższych kilkunastu minut. Używana odzież, surowce wtórne, recykling. Agregatem tych składowych miała być luksusowa kolekcja wieczorowych kreacji. Mogę się z powodzeniem domyślać co stanęło przed oczami wyobraźni tej części publiczności, która o "Transplantacji" dotychczas nie słyszała ani słowa. Całe szczęście, że czas na mrożące krew w żyłach wizje nie został uwzględniony w choreografii widowiska. Zaabsorbowanym wyniosłą, imponującą instalacją z wypukłych luster widzom kolejno ukazywały się charakterystyczne sylwetki. Dominująca czerń, ozdobiona koronką i kamieniami różnej wielkości, trójwymiarowe faktury w orientalne wzory, czy też takie, które swoją teksturą znakomicie imitowały szlachetny lapis lazuli. Mniej lub bardziej obecna ultramaryna, cyjan, złote motywy, a nawet delikatne, jasne koraliki. Różnorodne lamówki, eksperymentalne wykończenia, klasyczne kroje, zmodernizowane przez geometryczne cięcia i patchworkowe wstawki. Tak wizualnie opisałabym te kilkanaście kreacji, wśród których możemy znaleźć między innymi: wieczorowe suknie do ziemi, klasyczne "małe-czarne", kilka wariacji żakietów, ołówkowe i trapezowe spódnice, transparentne koszule, czy dopasowane spodnie. Jeśli chodzi o mnie, pierwsze wrażenie okazało się mylne - zachwycona ideą całego projektu, o samych ubraniach myślałam z rezerwą - niepotrzebną.  Staranność, z jaką projektant uczciwie dopracował każdy egzemplarz budzi mimowolny podziw. Moje serce bezkonkurencyjnie skradł model definitywnie reprezentacyjny dla Przybylskiego - oversize'owy bomber. 


Zostawiając w tyle wszelkie wariacje transplantologiczne, podejmę próbę skonwertowania na tekst odczuć i skojarzeń, które zawładnęły mną przy oglądaniu drugiej części widowiska. Kluczowym elementem pokazu, jego, można powiedzieć, osią obrotową nazwałabym utwór Divenire włoskiego kompozytora. Namiętna ścieżka dźwiękowa, ogrom pomieszczenia hali, intrygująca konstrukcja, nieśmiałe kłęby dymu wypełzające zza tafli luster - a raczej lustro-podobnych szyb, zza których wyłaniają się porozrzucane sylwetki modelek i modeli. Spowici w mroku, zanurzeni po łydki w dopiero co powstałej, sztucznej mgle, która przybrała intensywną, niebieską barwę, oświetleni nierównomiernymi, punktowymi światłami prezentują na sobie kolekcję "White Wolf" - linię premium projektu Mariusza Przybylskiego na aktualny sezon jesień-zima 2015/2016. Cała ta wizualizacja przywodzi na myśl kadr z mrocznego thrillera, w którym główny bohater niechybnie przeistacza się w tytułowego, białego wilka. A może wilkołaka? Jak to w filmach bywa, widzów zaskakuje momentalny zwrot akcji - nocna sceneria zza szklanych tafli zapada się w ciemności, a na wybiegu ukazują się pierwsze looki. Kolekcja jest konsekwentnie spójna - klasyczną, elegancką czerń i szlachetny granat projektant przełamuje czterema finezyjnymi motywami. 


Pierwszym z nich jest tkanina w linearne wzory, utrzymana w energetycznej kolorystyce bieli, oranżu, czerwieni oraz ultramaryny. Zastosowana jako wstawki do takich krojów, jak: kurtki, płaszcze, spódnice, czy marynarki ożywia je, ale świetnie sprawdza się też jako baza dla geometrycznie porozdzielanych czarnymi pasami sukienek. 


Kolejnym, bardziej eterycznym elementem zdobniczym są szczupłe, czerwone lamówki. Główną rolę odgrywają przede wszystkim w męskich bluzach, płaszczach, marynarkach, ale pojawiają się również jako poboczne akcenty dekoracyjne w koszulach, spodniach czy damskich sukienkach. Ich przemyślany kształt tworzy symetryczne wzory, przywodzące mi na myśl pancerze owadów, a nawet wilcze kły, ale to drugie to już osobista, frywolna nadinterpretacja. 



Charakterystycznym zabiegiem, stosowanym przez Przybylskiego od kilku sezonów, jest wykorzystanie konkretnej, wzorzystej bazy w wielu krojach: od t-shirtów, bluzek, koszul, marynarek, przez spodnie, spódnice, aż po kurtki i płaszcze. W tym sezonie projektant postawił na kwiecisty, malowniczy materiał, który mimowolnie pobudził moją wyobraźnię. Idyllicznie przywołując w myślach przełom XIX i XX wieku, modernistyczne czasy świetności secesji, przed moimi oczami przewinęły się wielobarwne dzieła Stanisława Wyspiańskiego - przede wszystkim pastelowe portrety, dopełniane roślinną ornamentyką.





Czwartą "grupą", którą wyodrębniłabym z kolekcji są ubrania przyozdobione najrozmaitszymi, strojnymi ozdóbkami, do złudzenia imitującymi kamienie szlachetne. Motyw już nam znany, tym razem wzbogacony o czerwone chwosty - pompony pędzelkowe rodem z żołnierskich mundurów.


Na sam koniec warto wspomnieć o innowatorskich marynarkach z unikalną klapą, futrzanych wstawkach oraz szykownej, ale stonowanej sukni balowej zamykającej pokaz. Mariusz Przybylski, oprócz popisowych, awangardowych fasonów, ma swoim klientom do zaoferowania także prostą elegancję - klasyczne koszule, czarne golfy, czy dopasowane spodnie różnej długości. To doskonała alternatywa dla tych, którym "White Wolf" wyda się zbyt abstrakcyjną propozycją. 


Zdjęcia: Filip Okopny

No comments:

Post a Comment